POM

Całkiem niedawno robiłem porządki w moich walizkach z płytami CD i natknąłem się na coś bardzo archaicznego, mianowicie na MiniDisc. Dawno już nie miałem czegoś takiego w ręku, muszę przyznać. Tak naprawdę, to kto jeszcze pamięta taki wynalazek???

Tych, którym termin MiniDisc kryje się za kotarą czasu informuję, iż było to malutkie plastikowe pudełeczko, na które można było nagrywać audio w postaci cyfrowej. Naprawdę przełom w technologii, który choć się nie przyjął szerzej, utorował drogę tak znanym i lubianym zapisywalnym płytom CD (CD-R).

Muszę przyznać, że dość długo trwało znalezienie urządzenia, na którym mógłbym odtworzyć to co zostało zapisane na cartdridge’u, ale udało się. Uff…

Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na jednym z MiniDisców nagrany jest krótki mix składający się z utworów popularnych przed dekadą. Olśniło mnie i przypomniałem sobie, że kiedyś przyszedłem do POMu trochę wcześniej niż zazwyczaj i zanim klubowicze się zebrali, ja sobie miksowałem coś tam z nudów.

I włączyłem nagrywanie. W taki oto sposób uchował się fragment myzycznej historii ukazujący popularne kawałki grane w POMie ponad 10 lat temu !!!

Wiem, wiem, jakość i technika daleko odbiegają od dzisiejszych możliwości, ale wtedy do grania służyły dwa odtwarzacze CD, mixer, słuchawka przy uchu, ręce i mikrofon. Nie używało się komputera, serio…

Kochani, jeżeli macie ochotę na przeniesienie się w czasie o 10 lat i odrobine nostalgii, zapraszam do odsłuchania nagrania. Mix ma troszkę ponad godzinę, więc jeśli nie chcecie słuchać w tej chwili, można go też sciągnąć jako ZIP.


POSŁUCHAJ:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Utwory, które znalazły się na składance:

  • ALIZEE – Moi Lolita
  • KAJA PASCHALSKA – Przyjaciel potrzebny od zaraz
  • ANTIQUE – (I Would) Die For You
  • NO ANGELS – Rivers Of Joy
  • NATASHA HAGEN – Que Sera
  • E-TYPE – Calling Your Name
  • ICH TROJE – A wszystko to… bo Ciebie kocham
  • SAFRI DUO – Played A Life
  • DJ ALIGATOR PROJECT – The Whistle Song
  • BARTHEZ – On The Move
  • IAN VAN DAHL – Castles In The Sky
  • ALCAZAR – Crying At The Discoteque
  • BOSSON – One In A Million
  • ICH TROJE – Zawsze z Tobą chciałbym być
  • STACHURSKY – Typ niepokorny
  • RENI JUSIS – Nic o mnie nie wiecie
  • JENNIFER LOPEZ – Ain’t It Funny
  • SARAH CONNOR – Let’s Get Back To Bed – Boy
  • TITIYO – Come Along
  • CAPTAIN JACK – Iko-Iko
  • BRANDY – Another Day In Paradise

 

Jeśli cofniemy się w czase o kilkanaście lat, czyli do poprzedniego tysiąclecia to P.O.M. był jedyną w pełni polską dyskoteką w Londynie. Przez wiele lat klub był perełką zrzeszającą rodaków na emigracji. Po wejściu Polski do unii oczywiście pojawiła się konkurencja w postaci rodzimych DJów grających w angielskich pubach tworząc namiastkę polskości. Takie imprezy odbywały się jednak zazwyczaj w mniej popularne niż soboty wieczory.

A w POMie można było się pobawić, napić i spotkać ze znajomymi właśnie w soboty.

Klubem “dowodził” Piotr, Piotr Kaczmarski, który zawsze stał na straży i pilnował porządku w dyskotece. Przede wszystkim jednak dbał o to aby wszyscy przybyli do POMu świetnie się bawili. Jeżeli ktoś nie pamięta, to dzielnie mu pomagał charyzmatyczny Olivier Reutt (przepraszam jeśli źle przeliterowałem imię, bądź nazwisko).

Naturalnie, POM miał zarówno zagorzałą rzeszę zwolenników jak i przeciwników. Pewne twarze widywało się dosłownie co sobotę, z małymi wyjatkami chyba tylko wtedy, gdy ktoś jechał na wakacje do Polski. Taka sytuacja tworzyła wspaniałą atmosferę i okoliczności do spotkania kogoś na żywo, regularnie. Cóż, w tamtych czasach nie było jeszcze Facebooka, Twittera czy Skypa, a przez raczkujące wtedy jeszcze Gadu-Gadu można było co najwyżej poklikać. OK, można też było porozmawiać przez komputer, ale umówmy się jakość dzwięku tak dalece odbiegała od ideału, że trudno było taką komunikację nazwać rozmową.

Ale wróćmy do tematu. Byli też i tacy, którzy nienawidzili POSKu jak przysłowiowego psa. Uważali lokal za totalną wiochę i badziewie. W porządku, chwała im za to, że to klubu nie przychodzili i nie marudzili. Na szczęście wierni bywalcy nigdy nie zawiedli POMu.
Lokal mieścił ok 200 osób, tzn. według ustaleń bezpieczeństwa przeciwpożarowego… :-) Faktem jednak jest, że często, gęsto frekfencja przekraczała tą liczbę. Niejednokrotnie zdarzało się, że 15-30 minut po otwarciu drzwi do dyskoteki, czyli już chwilę po 21-ej pomieszczenie wypełnione było po brzegi, a ochrona nie wpuszczała wiecej chętnych… Cóż, bad luck this time !

Moja historia z POMem rozpoczęła się chyba w 1998 roku o ile dobrze pamiętam. Przyszedłem któregoś wieczora do klubu, wypiłem drinka, poruszałem się trochę i chyba z powodu “zboczenia zawodowego” pognałem za konsoletę DJa. Tam muzę zapodawał Piotrek Blaszko i Julek, Julek…., Julek…. o rany, nie pamiętam jego nazwiska, sorry. Spytałem Piotrka, czy mogę trochę “pograć”, on sie zgodził…. I tak już zostałem etatowym DJem w POSKu na następne, chyba ze cztery lata.

Zawsze bardzo miło wspominam ten okres. Poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi, ale przede wszystkim robiłem to co lubiłem najbardziej. Muzyką, którą prezentwałem sprawiałem klubowiczom radość i pozwalałem oderwać się od londyńskiej, zapracowanej rzeczywistości.
Ha, trochę to zabrzmiało górnolotnie, ale naprawdę, mam nadzieję, że wieczory spędzane niegdyś w POMie na dyskotece dawały tyle samo zadowolenia jej uczestnikom, co i mnie. To były wspaniałe czasy…

Pozdrawiam,

Marek Polak